Rozgrzana głowa w Lalbagh Expressie
| Dworzec w Chennai |
Hotel był położony raptem kilkaset metrów w linii prostej od dworca
kolejowego, ale jako że nie znałem jeszcze dobrze okolicy oraz
pamiętając, że czas upływa inaczej w tym kraju niż w Europie, wolałem
wyjść bardzo wcześnie. Słońce dopiero miało pojawić się na horyzoncie,
ale na ulicach panował już spory ruch. Czajwallahowie rozkładali swoje
wózki, przed którymi lada chwila zgromadzą się grupy spragnionych
słodkiego napoju mężczyzn. Ktoś wyciągał z torby wielką narzutę, na
której wkrótce pojawi się towar: przeróżnej wielkości budziki i zegary,
tandetne ozdoby, plastikowe zabawki z Chin, a może i paski do spodni.
Pod brudną ścianą mijanego budynku siedział i mruczał coś pod nosem
pijany mężczyzna w rozdartej koszuli.
Wiadukt nad olbrzymim dworcem autobusowym był jeszcze o tej porze
zamknięty i sporo czasu upłynęło zanim znalazłem alternatywne doście do
przejścia podziemnego pod ruchliwą ulicą dwupasmową przed dworcem
kolejowym. Całe szczęście, że kiedyś wpadłem na dobry pomysł
ograniczenia zawartości mojego plecaka do niezbędnego minimum. Dzięki
temu byłem w miarę mobilny.
