Szczęśliwego Nowego Roku!


Ugadi na ulicach Bangalore

Według wskazań hinduskiego kalendarza księżycowo – słonecznego w kilku indyjskich stanach rozpoczął się dziś Nowy Rok.
W Karnatace i Andhra Pradesh pierwszy dzień Nowego Roku zwany jest jako Ugadi, w Maharashtra - Gudi Padwa, w prowincji Sindh (obecnie Pakistan) - Cheti Chand (wym. czeti Czand), a w Himachal Pradesh – Chaitti (wym. Czaitti).

Hampi praktycznie część 3

W Virupapur Gaddi
Nocleg 

Ceny noclegów w Hampi Bazar wydają się być bardzo wygórowane w stosunku do oferowanej jakości (przykładowo, w niezbyt przyzwoicie wyglądającym z ulicy pensjonacie widziałem mikroskopijne, duszne pomieszczenie zwane pokojem dwuosobowym, za 800 Rs). Nie sprawdzałem polecanych przez przewodniki pensjonatów, np. Padma Guesthouse lub Shanti Guesthouse. Rok temu nocleg kosztował tam ponoć od ok. 350 Rs za dwójkę.

Hampi - galeria zdjęć

W Świątyni Hazararama
Ruiny Hampi zachwycają. Bardzo silnie działa na wyobraźnię widok świątyń, kamiennych rzeźb, zdobnych filarów, ruin pałaców…, a wszystko to na tle pagórków, leniwie płynącej rzeki i porozrzucanych wokół wielkich głazów o często niespotykanych kształtach.

Widźajanagar, czyli Miasto Zwycięstwa, część 1

Dawne Miasto Zwycięstwa, nad rzeką Tungabhadra 
Początek XIV wieku został naznaczony wieloma zmianami w południowych Indiach. Muzułmańskie wojska powstałego wiek wcześniej na północy Sułtanatu Delhijskiego nieustannie atakowały hinduskie królestwa południa, plądrując, grabiąc, niszcząc świątynie. Jedyne hinduskie imperium, które dawało sobie wtedy jeszcze radę skutecznie bronić się przed naporem muzułmańskim było państwo Hojsala, jednak również i jego położenie cały czas pogarszało się.
W 1336 roku, kiedy muzułmanie opanowali Madurai i założyli tam niezależny sułtanat, najstarszy z braci hinduskiego rodu Sangama, Harihar I, zainspirowany przez swojego nauczyciela duchowego, Widjaranja, założył nowe królestwo. Z czasem udało mu się (a po nim, jego bratu) skonsolidować pod jednym sztandarem rozproszone hinduskie siły południa subkontynentu i tym samym utworzyć skuteczne odparcie napierającym muzułmańskim agresorom.

Praktycznie o Pune

Shaniwar Wada Palace
Co ciekawego można zobaczyć w Pune?
  • Shaniwar Wada Palace, zbudowany w pierwszej połowie XVIII wieku, będący siedzibą szefa rządu (Peśwy) Imperium Marathów,
  • Świątynia Dagadusheth Halwai Ganapati, poświęcona Ganeśi,

Wystawa o Tybecie w Muzeum Historii Indii w Pune. Dalaj Lama o zasadzie "ahimsy" cz. 2

Pawilon Tybetu
Stałe ekspozycje muzeum:
  • wystawa poświęcona Aurangzebowi, cesarzowi dynastii Wielkich Mogołów, który zapisał się w historii jako muzułmański fanatyk i bratobójca. Aurangzeb zlecił zniszczenie wielu świątyń hinduskich, doprowadzał do przymusowej konwersji na islam oraz prowadził nieustanne wojny, które zrujnowały budżet państwa,

Madurai praktycznie

Mała świątynia, schowana między sklepami i budynkami mieszkalnymi.
Wracam dziś jeszcze raz do tematu pobytu w Madurai, tym razem skupiając się na sprawach praktycznych.
Za nocleg zapłacisz od 400 Rs za pokój dwuosobowy bez AC (nie polecam, zwłaszcza w lecie). Za pokój z klimatyzacją pobierane są opłaty w wysokości od 600 Rs wzwyż. Inna sprawa, że przynajmniej podczas mojego pobytu w Madurai, w pierwszej połowie kwietnia, co godzinę dochodziło do przerwy w dostawie prądu. Wtedy wiadomo, nic nie działa, a upał i brak jakiegokolwiek przeciągu spowodują, że szybko poczujesz się jak w saunie. Na szczęście dobre (droższe) hotele mają własne agregaty prądotwórcze.

Minakszi z Madurai

Gopuram w zbliżeniu.
Minakszi, Minakszi... po raz pierwszy zetknąłem się z imieniem tej bogini w czasie oglądania filmu „Mr and Mrs Iyer” (w reżyserii Aparna Sen). To od bogini Minakszi (Meenakshi) wywodzi się imię jednego z dwóch głownych bohaterów filmu – Meenakshi Iyer.
Świątynia Minakszi w Madurai to jedna z największych i najwspanialszych świątyń południowoindyjskich. Otoczona masywnymi murami, w których wyróżniają się wielkie wieże, gopuram (12), jest olbrzymia: zajmuje ponad 6 hektarów, tworząc prostokąt o wymiarach 258 x 241 metrów. Wewnątrz kompleksu znajdują się dwie świątynie: jedna poświęcona jest głównemu bóstwu, Minakszi (zwanej także w języku tamilskim Angajarkanni), awatarowi bogini Parwati, a druga Sundareswarowi, czyli Śiwie. Nazwa Minakshi pochodzi od słowa „minaa” – oznaczającego rybę oraz „akśi” – oczy. Czyli Minakszi to bogini o rybich oczach.

Autobusem do Madurai i powitanie w mieście Świątyni Minakszi

Wiem, że zdjęcie jest nieudane. Ale myślę, że świetnie oddaje stan w jakim się znajdowałem podczas nocnej podróży autobusem do Madurai.
Podróż nocnym autobusem z Mysore do Madurai zapamiętam na długo z wielu powodów. Jechałem tak zwanym „ordinary bus”, czyli zwykłym autobusem, zatrzymującym się co kilka, kilkanaście kilometrów we wszystkich mijanych wioskach i miasteczkach. Na szczęście kupiłem bilet jeszcze na dworcu, rezerwując tym samym miejsce siedzące; jedenastogodzinnej, nocnej podróży na stojąco pewnie bym nie przetrwał. A może i tak, ale w jakim stanie dotarłbym na miejsce? Po piętnastu minutach od wyjazdu z centrum Mysore autobus zatrzymał się gdzieś na drodze i do środka (wszystkie miejsca siedzące były już zajęte) szturmem wtargnęło  kilkudziesięciu dodatkowych pasażerów). Powtórzę jeszcze raz, żeby było to jasne: do autobusu wsiadło kolejnych kilkudziesięciu pasażerów i przez wiele następnych godzin stan zapełnienia pojazdu nie zmieniał się. Wielu stało w drzwiach, inni dosłownie wisieli nad głowami szczęściarzy, którym dane było wcześniej zająć obite skają fotele.

Mysore praktycznie

Pałac Maharadży
Do Chamundi Hill ze Świątynią Chamundeshwari (14 kilometrów of Mysore) możesz dostać się oczywiście autorikszą (polecam ustalenie z góry ceny za przejazd), jednak najtaniej i bardzo wygodnie jest pojechać tam po prostu autobusem. Z centralnie położonego (w bliskim sąsiedztwie Pałacu Maharadży) dworca odjeżdżają w tamtym kierunku autobusy 201, z których przynajmniej połowa posiada klimatyzację. Cena za bilet to 10-20 Rs.

Dharamsala/McLeod Ganj

W centrum McLeod Ganj
Wczoraj wieczorem przybyłem na powrót do Delhi. Siedzę teraz w jednej z tych tak zwanych tutaj „roof top restaurant”, położonych na dachach i tarasach restauracji, w których przesiadują głównie zagraniczni turyści.

Od dłuższej chwili siedzę i zastanawiam się jak opisać wszystko to, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dni. Przyznaję, że nie nadążam. Każdy dzień przynosi tyle nowości i ciekawostek, że nie sposób tego ogarnąć i szybko przedstawić.

Zatem tak pokrótce (uzupełnienia i zdjęcia do tekstu pojawią się później):

Wyjechałem z Amritsar w samo południe, jedynym bezpośrednim autobusem do Dharamsali przez Pathankot. Czas podróży spędziłem w bardzo miłym towarzystwie (to niesamowite, ale w Indiach bardzo rzadko trafia się nieprzyjemne czy tak zwane złe towarzystwo. Jeśli już, to ze strony zachodnich turystów lub niekiedy zokcydentalizowanych Indusów): Steve’a z RPA oraz indyjskiej pary młodych ludzi. Trzęsło niesamowicie, każdy przejazd przez miasto oznaczał dostanie się do środka pojazdu olbrzymiej ilości spalin i pyłu, ale jakoś przetrwaliśmy i cało dojechaliśmy po około 7 godzinach do Dharamsali. Tam przesiadłem się, podobnie jak i większość pozostałych podróżnych, do autobusu jadącego już do McLeod Ganj, miejscowości położonej o około 500-600 metrów powyżej Dharamsali, będącej głównym skupiskiem uchodźców tybetańskich na świecie.

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *