Jak to jest z bezpieczeństwem kobiet w Indiach?

http://blogroku.pl/2014/kategorie/jak-to-jest-z-bezpieczel-stwem-kobiet-w-indiach-,ci0,tekst.html

Młoda Induska na wsi, z webneel.com
Postanowiłem dziś opublikować pierwszy wpis na temat, o którym nadal często się w kontekście Indii mówi, a mianowicie bezpieczeństwa podróżowania, zwłaszcza kobiet. Teksty te będę zamieszczał w kategorii “Indie na codzień”.

Poniższy wpis jest komentarzem (nieco uzupełnionym), który zamieściłem pod artykułem opublikowanym 24 stycznia br. przez Gazetę Wyborczą o następującym tytule: "Nie pojadę do Indii, bo się boję, tam gwałcą". Słuszne obawy czy psychoza? [ROZMOWA Z POLKAMI W INDIACH]


Wyjeżdżając gdziekolwiek warto zapoznać się z podstawowymi regułami zachowania się i savoir-vivru konkretnego społeczeństwa, na tych samych zasadach jak my w Polsce chcemy, by przyjezdni przestrzegali pewnych reguł. To przejaw głębokiej ignorancji sądzić, że „wszędzie jest lub powinno być jak u nas”. Od przestrzegania tych kilku zasad zależy nasze bezpieczeństwo, nawet jeśli jesteśmy przekonani, że ograniczają naszą wolność czy prawa.

Krótko o burzliwej historii stolicy Indii


Swaminarayan Akshardham, Delhi, z wikimedia.org

Delhi to prawdziwy tygiel narodów, tradycji, religii, kultur... Stolica Indii zawdzięcza ten status swojej długiej i burzliwej historii.
Delhi to bardzo stare miasto. W poemacie epickim Mahabharata wspomina się o istnieniu Indraprasthy, której ruiny znajdują się w granicach dzisiejszego Delhi. W przeciągu kolejnych wieków w sumie dziesięć kolejnych miast zostało założonych w pobliżu Indraprasthy (oficjalnie uznaje się tylko siedem). Dwa ostatnie miasta to Old Delhi (Shahjahanabad) oraz New Delhi. Wszystkie te ośrodki miejskie tworzą dziś jedną metropolię.

Indyjsko-polski placek ziemniaczany oraz Bangalore

W Ogrodzie Lal Bagh.
Przyrządzone tamtego dnia przez mnie placki ziemniaczane przeobrazily się w opinii moich przyjaciółek w tak zwaną... aloo parathę. Przyczyn było wiele: nieco inne składniki, inne pochodzenie produktów (ziemniaki były ponoć indyjskie, choć nie mogłem zrozumieć dlaczego kosztowały 2-3 razy więcej od polskich), inny olej do smażenia (z orzechów kokosowych), używany poza tym w znikomej ilości (kiedy na samym początku smażenia wlałem pokaźną ilość oleju na patelnię zobaczyłem przerażenie w oczach gospodyni domu: smażenie na oleju w klimacie indyjskiego południa to przecież bardzo niezdrowe, a poza tym to wielka rozrzutność). Smak pierwszego placka był bardzo neutralny i trudno się było w nim dopatrzyć większego pokrewieństwa z tym znanym z Polski. Wtedy inicjatywę przejęła gospodyni i do zrobionej przeze mnie masy dodana została garść pokrojonych liści kolendry, poszatkowana cebula, spora ilość chilli, pieprzu białego oraz soli. Kolejny placek był już dużo lepszy, a wszystkie pozostałe fantastyczne i w opinii biesiadujących smakiem przypominały właśnie aloo parathę.

Kiedy po kolacji, zapytany o plany na drugi dzień, oznajmiłem, że chciałbym zobaczyć kilka miejsc w centrum Bangalore i poprosiłem jedynie o podrzucenie samochodem do najbliższej stacji metra, moje przyjaciółki oznajmiły, że chcą mi towarzyszyć i postanowiły wziąść jednodniowy urlop w pracy...

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *