 |
| Mysore można zwiedzać także i dorożką |
Zwiedzanie „warsztatów i wystaw” zaiste głęboko zapadnie w moją pamięć.
Za każdym razem „warsztat i wystawa” okazywały się małym sklepikiem, w
którym klient, wygodnie siedząc w fotelu lub na sofie (z której niełatwo
było wstać... czyżby zakupywano do tych lokali meble o odpowiednim
profilu?) mógł w miłej atmosferze i wygodnie zapoznać się z ofertą,
najczęściej polegającą na ręcznie robionych (przez siedzącą na podłodze
opodal kobietę w sarii) kadzidełkach oraz olejkach eterycznych,
oczywiście z ekologicznych upraw z najbliższej okolicy. Po prezentacji
pod nos klienta podsuwana jest lista wszystkich artykułów oraz druga, z
wyjaśnieniami w języku polskim!!! (bez błędów) o właściwościach
terapeutycznych tychże produktów. Na potwierdzenie rzetelności firmy,
prezentowana jest także księga z wpisami zadowolonych klientów, także
Polaków, którzy pod niebo wychwalają sprzedawcę, jego uczciwość,
poczucie humoru oraz zdolności doradcze. Wszystko byłoby w porządku,
gdyby nie lista artykułów i ich ceny. Zdecydowanie zawyżone już na
pierwszy rzut oka i nawet biorąc pod uwagę cały wkład ekologiczno –
tradycyjny w ich wytworzenie. Oczywiście nikt nikogo do zakupu nie
zmusza, ale odpowiednia manipulacja psychologiczna, gra prowadzona przez
prezentatora, biedną kobietę wyrabiającą na podłodze kadzidła oraz całe
otoczenie sprawiają, że przeciętny turysta zapewne dojdzie do wniosku,
że biednym ludziom trzeba pomóc i kupuje kilka lub i więcej niż kilka
drobiazgów, ostrożnie się targując.